RSS
czwartek, 21 sierpnia 2008
I to już koniec, czyli Ljubljana

No i dotarliśmy do dnia naszego powrotu do Krakowa i pożegnania pieknej Chorwacji. Mieszkanie w Puli musieliśmy opuścić do godziny 10-tej rano, więc zaplanowanie dłuższego postoju w drodze powrotnej było absolutnie konieczne. Myśleliśmy początkowo o jaskini w Postojnej, bo bardzo ja zachwalała moja koleżanka, ale ze względu na truśkę zrezygnowaliśmy- cóż roczne dziecko może widzieć fajnego w chodzeniu po jaskini. Raczej będzie się obawiać niskich stropów i ciemniejszego światła. Wybór padł więc na Ljubljanę. i muszę przyznać, że był on trafny.

Ljubljana mnie zauroczyła, zakochałam się w leniwej atmosferze, w wystawionych nad rzeką pracach miejscowych plastyków, w mijanych na ulicach młodych rodzicach z Truśkopodobnymi dziećmi, w niewielkiej ilości samochodów  (przynajmniej w okolicach Starówki), starych pieknych domach, ludziach spacerujących sobie pomału i zadzierających głowy do góry w celu wypatrzenia co ciekawszych detali na fasadach. Fajnie było powłóczyć się, pooglądać wystawę nowoczesnej rzeźby (czy może ceramiki?) na dziedzińcach ratusza, posiedzieć przy knajpianym stoliku- a knajpka owa specjalizowała się w deserach jogurtowych, rozmiatych czekoladach i naleśnikach. Na widok zaserwowanych nam przez kelnerkę deserów z czekolady aż wszyscy westchneliśmy z zachwytu (a potem ochoczo mlaskaliśmy i żałowaliśmy, że publicznie nie wypada wylizywac talerzy).

A tak to własnie wyglądało:

 

Nad rzeką Sawą 

Most Potrójny

Gotycki ratusz

Wieże katedry św. Mikołaja

Fragment jednego z ratuszowych dziedzińców

Truśka podziwia fontannę

A to jedna z wystawionych w ratuszu rzeżb

I studnia na drugim dziedzińcu

Główna ulica Starówki- podążamy wprost na nasza czekoladę

A to taki żarcik na ścianie jednej z kamieniczek

Wieża zamkowa

To był chyba kościół franciszkanów, ale głowy nie dam

Siostra i Bracia

Wracamy do samochodu.

A na koniec nocna impresja fotograficzna Pawła

No i cóż, trzeba się rozstać z chorwackim blogiem. Podobał się?
Jak myślicie, opłaca się włożyć trochę wysiłku i stworzyć blog toskański?- w rocznicę naszego tam z Trusią pobytu- także niezapomnianego.

21:48, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
środa, 20 sierpnia 2008
Triest

Wpadliśmy na pomysł Triestu dośc niespodziewani, zawiedzeni zakupami w markecie w Puli i tym, że nia ma porządnego sera (czyt. grana padano, parmiggiano regiano i pecorino romano), wino jest niespecjalne itp. I w związku z tym Starsza Córka oraz P. zarządzili wyprawę aprowizacyjną do najbliższego włoskiego miasta. Padło na Triest, jako, że dzieliło nas od niego zaledwie jakieś 120km. Merytorycznie byliśmy do tego zupełnie nieprzygotowani, przewodnik po północnych Włoszech stał sobie spokojnie na półce w domu w Krakowie. Dlatego też nie mieliśmy pojęcia, co właściwie w Trieście zobaczyc mozna i gdzie tego czegoś szukać. A oto, co udało nam się znaleźć.

Zaparkowalismy niedaleko tego właśnie imponującego placu- chyba czegoś w rodzaju rynku, bo budowle wygladały rzeczywiście reprezentacyjnie i sprawiały wrażenie pozostałości po panowaniu Austriaków.

Potem włóczyliśmy się trochę po ulicach, szczęśliwie i niezwykle jak na Wlochy, zamkniętych dla ruchu samochodowego, przez co spacer w upale był nieco mniej męczący. I wynajdowalismy takie oto detale na fasadach.

Potem dotarliśmy do wielkich schodów (nazwę nawet miały chyba "Schody gigantów", czy coś podobnego) i z ich szczytu moglismy popodziwiać panoramę miasta. U szczytu owych schodów stała sobie niepiękna fontanna, poświęcona ofiarom wojen (głównie II światowej).

A jak się już wdrapalismy i minęlismy ową fontannę, to natrafilismy na taki oto placyk zabaw:

Nie wiem, czy udało nam się w ten sposób odnaleźć wzgórze San Giusto, albowiem tabliczki nijakiej nie znalazłam. W każdym razie poza placykiem zabaw stała tam twierdza- jeśli był to opisywany w przewodniku Castello, to jest to XV-wieczna wenecka twierdza, niespecjalnie interesująca.

Schodząc powinniśmy napotkac katedrę, niestety z powodu robót budowlanych nie udało nam się zejść w jej okolice i zamiast katedry spotkalismy kota na motorze :)

I na ruiny rzymskiego amfiteatru

A potem trzeba się było szybciutko z powrotem do autka ewakuować, żeby nie przekroczyć zapłaconego w parkometrze czasu parkowania (rok temu we Florencji nie przewidzieliśmy, że zwiedzanie Galerii Uffizzi zajmie nam nie sześć, a siedem godzin i po powrocie do samochodu zastaliśmy mandat za wycieraczką- do dziś zresztą niezapłacony, bo był po włosku,a my przeciez nie mamy obowiązku znać tego pięknego skądinąd języka, nieprawdaż? Mam nadzieję, że nie doścignie nas list gończy za ów niezapłacony mandat...

Truśka jak zwykle wzgardziła wózkiem- nadał się jako bagażowy, do wiezienia plecaków. W chuście łaskawie pozwoliła się nosić i nawet się w niej bułą pożywiła.

A tu próba przyspieszenia Truśkowego "tupania" przez Starszego Brata. I przy okazji zgarnięcie Truśki spomiędzy stolików ogródka całkiem eleganckiej restauracji.

A jeśli chodzi o cel główny, czyli zakupy, to i owszem, został zrealizowany. Zakupiliśmy wszystkie w/w sery plus jeszcze mozzarellę z bufalli, dwa rodzaje oliwek, parmeńską szynkę cieniutko pokrojoną i włoskie wino (ale te włoskie tez nie zawsze są pijalne). I po powrocie do Puli mogliśmy zasiąść na tarasie naszego wakacyjnego mieszkania i wreszcie spożyć taką kolację, jak zwykle na wakacjach.

22:50, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
Labin

I pomalutku dotarliśmy do ostatniego odwiedzonego przez nas miasteczka na Istrii. Tym razem wybierzemy się do Labina- na odmianę nie na zachodnim, a na wschodnim wybrzeżu Półwyspu. Nie będę oryginalna- miasteczko położone jest na wzgórzu ok. 3km od morza. Założony juz w czasach rzymskich nosił wtedy nazwę Albona. W średniowieczu należał do biskupów Akwilei, a w latach 1420-1797 do Republiki Weneckiej- czyli można powiedzieć- istryjski standard. W poblizu iasteczka znajdowały się kopalnie węgla, po strajkach na początku XXw. Labin przez miesiąc był nawet stolicą Republiki Labińskiej.

Samo miasteczko nalezy oczywiście do tych, które tygrysy (i Doroty) lubia najbardziej. Nieduże, z wąskimi uliczkami, kolorowymi domkami, czasem opuszczonymi i rozsypującymi się, małymi placykami i niewielką ilością turystów. Sama przyjemność :)

Labin w całej okazalości- widoczek z bardzo wygodnego i bezpłatnego parkingu

I z tego samego miejsca widok na Rabac- miejscowość letniskową u stóp wzgórza, na którym leży Labin

Ratusz z 1903r., a obok kawiarnia Velo kafe z piekną stara winoroślą pnącą się po daszku balkonu

Loggia miejska z XVIw.- w lecie mieści się tu bazar staroci

Brama miejska- Porta Sanfior- wybudowana w 1589r.

Uliczka prowadząca ze Starego Rynku, który mieści się tuż za bramą, na placyk, przy którym stoi, m.in. pałac Battiala-Lazzari (to ten czerwony z turkusowymi okiennicami), a w nim Muzeum Miejskie.

I widoczek do tyłu na budynki stojące przy Starym Rynku

Fasada Świątyni Narodzenia Błogosławionej Maryi Dziewicy- obecny budynek pochodzi z 1336r.. Nad drzwiami Lew Wenecki.

A to jeszcze raz widok wstecz na uliczkę prowadzącą ze Starego Rynku- a na uliczce Truśka aktywnie nie jadąca wózkiem- nie było zresztą łatwo pchać wózeczek po brukach Labina, stromych uliczkach, które czasem miały nawet małe schodeczki. Może więc lepiej, że się nie powoziła;)

Takie sobie zielone, ozdobione aniołkami, drzwi :)

Ciech na dzwonnicy- ja mialam też wejśc, ale juz na samym dole mocno ażurowych, zmurszałych drewnianych schodków wymiękłam i zrezygnowałam. Na stare lata lęk wysokości się we mnie odezwał :(

Kolorowe domeczki z góry

Dzwonnica z dołu

I ta sama dzwonnica w całej okazałości

Dom z Kariatydą

Znalazła kasztanka- "aj aj"

Za dzielne dreptanie nagroda- pyyyszna buła. Zakupiliśmy dla każdego inną. Były jeszcze cieplutkie, świeżutkie i przepyszne. Ta Trusiowa mnie zaskoczyła- myślałam, że kupuję drożdżówkę z serem i owszem, była to pyszniutka drożdżówka, lekko słodkawa, ale serce w środku by słony. Komponowało się świetnie, nie przypuszczałam, że tak też można.

Z Labina tyle. Zostały nam już tylko dwa dni- jeden w Trieście i ostatni w Ljubljanie. Zaglądajcie, pojawią się wkrótce.

23:09, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 sierpnia 2008
Kolorowy Vrsar

Kolejnego dnia wakacji, po południu, udaliśmy się z Trusią, Bunią i Ciechem do Vrsaru. I znów się powtórzę- nieduże miasteczko na wzgórzu, nad morzem, wąskie, cieche uliczki, leniwa atmosfera, tubylcy na ławeczkach przed domami, pojedyczny turyści włóczący się po zaułkach. Nieco bardziej ożywiona była okolica mariny u podnóża starówki.

Stare miasto otoczone jest jeszcze fragmentami murów obronnych, zachowała się XIII-wieczna brama miejska. Ryneczek jest malutki, otaczają go kolorowe domki. Zreszta cały Vrsar robi wrażenie takiego kolorowego i troszkę bajkowego miasteczka. W najwyższym punkcie miasta tradycyjnie stoi kościół- tu pod wezwaniem św. Marcina- pochodzi zaledwie z XIXw. i nie jest specjalnie interesujący. Obok kościoła znajdują się pozostalości zamku z XIIw.- obecnie to tylko fragment murów i wieża z zegarem słonecznym.

Główna ulica prowadząca z parkingu do miasteczka

Trusia i Ciech "pozazdrościli" siedzącym na przyzbach mieszkańcom i też znaleźli sobie jakąś ławeczkę do posiedzenia

Widok na okolicę miasteczka

Kolorowe domki przy rynku

Kościółek świ. Antoniego z XVIIw., z typowym dla chorwackich kościółków arkadowym przedsionkiem

Trusiek z podwianą przez wiatr sukienką siedzi sobie przy kościelnych schodach- poniewać murek był dosyć wyślizgany, to Trusia usiłowała zorganizować sobie na nim zjeżdżalnię

Mur zamkowy i jedna z wież

I to samo, ale od drugiej strony uliczki

 

Takie piękne widoki mozna było podziwiać z miasteczka- tuż obok Vrsaru znajduje się mnóstwo malutkich zielonych wysepek, między którymi śmigają motorówki, pływają żagłówki i jachty oraz niewielkie stateczki

Kolejny aniołek do mojej kolekcji

Widok na marinę

Przed najstarszym zabytkiem Vrsaru- romańskim kościołem NMP- budynek jest niepozorny, chociaż jest to podobno jedna z najcenniejszych budowli romańskich na Istrii, pochodząca z VIII stulecia- kościółek niestety był zamknięty i nie wiemy, jak prezentuje się wewnątrz, z zewnątrz to zwykły szary sześcian z niedużą rozetą nad wejściem. Ale mozna sobie było przysiąść na trawie przed kościółkiem, pogapić się na port jachtowy, dać się pogryźć mrówkom i przewinąc w spokoju w plenerze Truśkę z kupy ;)

Wieża kościoła św. Marcina

Jak juz powłóczyliśmy się po uliczkach, to przysiedliśmy na trochę w małej kafejce koło kościółka św. Antoniego. Każdy miał coś, co lubi- P. piwo- które podobno było dobre, nie wiem, nie znam się, nie piję, my- lody (cóż Buni trafiły się między innymi lody niebieskie, ze smurfów chyba, zachwycona nimi nie była), a Trusia...

a Trusia miała kota :)

Jeszcze jeden kolorowy domek

Oprócz kota Trusia miała jeszcze papugi ozdobne wyjęte z naszych lodowych deserów- i tym sposobem pozyskała nowe słówko w swoim słowniku- "papuga" wychodzi jej całkiem porawnie

Raz jeszcze zamkowa wieża z zegarem słonecznym

I wracamy z powrotem do samochodu.

Cóż, powoli kończą się nasze chorwackie wakacje. Zostało jeszcze chyba tylko jedno miasteczko i dwa miasta niechorwackie. Za jakies trzy dni przyjdzie nam zamknąć naszego chorwackiego bloga :( A juz go polubiłam. Trzeba będzie pomysleć nad blogiem o zeszłorocznej Toskanii- tez warto sobie przypomnieć, jak było...

21:00, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 sierpnia 2008
A jednak nie Vrsar tylko Rovinj

Dzisiaj spacer po Rovinju- miasteczku założonym przez Rzymian w 129r. p.n.e. Począkowo położony był na wyspie jednak w XVIIIw. zasypano wąski przesmyk dzielący wyspę od lądu i tak powstał półwysep, na którym lezy obecnie miasteczko. Do Starego Rovinja prowadziło kiedyś siedem bram w obrębie murów obronnych, obecnie zachowały się trzy. Oto jedna z nich, Łuk Balbi:

Obecna brama, zbudowana w stylu barokowym pochodzi z XVIIw. i powstała na miejscu starszej.

Ciekawe, czego ona tam szuka?

W najwyższym punkcie miasta wznosi się kościół św. Eufemii, która jest opiekunką Rovinja. Od łuku Balbi idzie się do niego wąską i stromą uliczką Grisia, przy której swoje prace wystawiają malarze.

 

Obecny kościół nie jest taki stary, zbudowano go w 1720r. Na kościelnej wieży umieszczono ruchomy posąg św. Eufemii, który obraca się w zależności od kierunku wiatru.

Trusia dotupała do kościoła

Ale od zwiedzania wnętrza wolała zabawę żwirkiem wysypanym na placu przed kościołem- a że żwirek był zmieszany z drobnym białym pyłem to i Trusia wkrótce zbielała

Wieża kościoła z figurą świętej

I widok na wysepki z kościelnego placu

A jak widok piękny, to podziwiamy

Droga powrotna w dół do łatwych nie należała. Kamienie brukowe były dosyć śliskie i Truśka wymysliła, że spróbuje sobie na nich pozjeżdżać i się poślizgać. W związku z czym nogami wcale nie przebierała. Ostatecznie mogła był huśtana za rączki- to też wprawiało ją w doskonały humorek.

Wieżyczka kościółka (chyba św. Tomasza?) napotkanego po drodze- obecnie mieści się w nim galeria

Poza miejskimi murami znajduje sie najstarszy zabytek Rovinja, kaplica św. Trójcy, zbudowana w XIIIw. z kamiennych bloków na planie siedmiokąta

I kończymy spacer po piekny  Rovinju chociaz można by sie jeszcze powłóczyć zarówno uliczkami Starówki, jak i nadmorską promenadą. Jak kiedyś zaglądniecie na Istrię, to wpadnijcie do tego uroczego miasteczka, warto.

22:14, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Scenek kilka chorwackodomowych i ośrodkowych

Dziś chwila odpoczynku od zwiedzania- kilka takich leniwych, bezzwiedzaniowych dni też nam się trafiło, chociaż rodzina nie wierzyła, że będzie im to dane w moim towarzystwie. I z takich dni domowych, plażowych, lekturowych- zdjęc kilka- na dowód, że były ;)- żeby mi potem nikt nie zarzucił, że znowu goniłam z bacikiem za biednymi członkami rodziny i popędzałam do oglądania kolejnych zabytków wyczytanych w ulubionym Pascalu.

Gilgotki ze Starszym Bratem

I poranna pomoc przy ścieleniu łóżka Starszej Siostry

Bańki mydlane na tarasie- rozrywka zawsze dobra

Prześcieradło zostało zdobyte i udrapowane na kształt rzymskiej togi

Śniadanie i nowatorksa próba spożycia posmarowanej kromki łyżeczką ("łyziaaa"- rozlega się co rano)

Sjestują- Trusia ucięła sobie południową drzemkę

 

Much Bzyk w okularach Starszego Brata

Spacerek po "wakacyjnowioskowych" dróżkach w poszukiwaniu mrówek. A może huśtawek? Albo szyszek? Wiewióry też mogą być, ostatecznie.

t

Kapiółka wieczorna- tak, tak, targaliśmy ze sobą wanienkę, bo wcześniej Truśka umykała przed prysznicem. Ale w Chorwacji po dniach paru bardzo się z nim zaprzyjaźniła i wanienka poszła w odstawkę, a Córka- jak dorosła osoba- prysznic wieczorny brała ;)

Te zdjęcia specjalnie dla Kasi (Kasiu, zaglądasz?)- taki to nowatorski styl jeżdżenia wózkiem wynalazła Truśka w Chorwacji. W zasadzie pożyczanie wózka i targanie go ze sobą tyle kilometrów było zupełnie zbyteczne, ponieważ Córka używała wózka głównie w celu wykonywania na nim rozmaitych woltyżerskich ewolucji na spacerach lub dokonywała prób wywalenia się wraz z wózkiem na paszczę w apartamencie, włażąc na niego i stając, jak tylko nikt nie patrzył. O normalnym jeżdżeniu mowy nie było, za wyjątkiem krótkich chwil (patrz zdjęcie z Poreca).

Scenki basenowe raz jeszcze- jak widać na wyższym zdjęciu poszli z Tatusiem aerobik w wodzie trenować 

I jeszcze Starszeństwo na naszej plaży:

Razem

Starsza Córka

I Starszy Synek

A na koniec miłość córczyno-matczyna ;-*

No i co, nudno tak leniuchować- no to jutro wybierzemy się do Vrsaru.

 

21:52, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 sierpnia 2008
Porec

Kolejne przepiękne chorwackie miasto na zachodnim wybrzeżu Istrii. Starówka leży na niewielkim półwyspie, jest niewielka i bardzo przyjemnie spaceruje się po jej wąskich uliczkach wyłożonych białymi i beżowymi kamieniami.
No to zapraszam na spacer :)

Peterokutna Kula czyli jedna z dwóch ocalałych baszt- fragmentów dawnych fortyfikacji. Baszta pochodzi z XVw., nie jest wysoka, a obecnie mieści się w niej, ponoć niezła, restauracja- nie próbowaliśmy, więc nie wiem, czy rzeczywiście... Truśka oczywiście odmówiła współpracy z wypasionym wózkiem od Kasi i nosi się w chuście. A Starsza Siostra ma "zaszczyt" powożenia wózkiem. Przy Peterokutnej Kuli wchodzimy w główną ulicę starego miasta- Decumanus.

Idziemy sobie, skęcamy w boczna uliczkę

I docieramy do najważniejszego zabytku w Porecu i jednego z najważniejszych na Istrii, czyli do Bazyliki Eufrazjana, wpisanej na listę UNESCO. Według legendy w miejscu, gdzie dziś stoi Bazylika, w 303r. poniósł śmierć świ. Maur i na pamiątkę tego wydarzenia 10 lat później wzniesiono pierwszy kościół. Dzisiejsza bazylika powstała w VIw., decyzję o budowie podjął biskup Eufrazjan, sprowadzając budowniczych z Konstantynopola i Rawenny- a jak Rawenna i Konstantynopol to mozaiki.

Wejście

Mozaiki w półkopule absydy, przedstawiające Matkę Boską z Dzieciąkiem w otoczeniu aniołów i innych postaci, między którymi stoi też biskup Eufrazjan. Wyżej Chrystus Triumfujący i apostołowie, a na łuku medalion z Barankiem Bożym i medaliony z 12 świętymi.

Kolumny we wnętrzu bazyliki, oddzielające nawę główną od bocznych.

Fragmenty mozaiki z jednej z naw bocznych.

Chrzcielnica w Baptysterium z Vw.

Tak pięknie zdobione są kolumny na dziedzińcu Bazyliki

I wracamy z powrotem na uliczki starówki- tym razem Truśka na chwilę została umieszczona w wózku i jedząc bułę nie zorientowała się jeszcze, że w nim siedzi- stan ten nie trwal jednak długo...

Dzwonnica Bazyliki Eufrazjana

Włóczymy się dalej

I docieramy do XIII-wiecznego romańskiego domu na drugim końcu uliocy Decumanus

Czasem warto spojrzeć w górę, żeby dostrzec te piekne gotyckie okna pałacu Zuccato

To druga z zachowanych baszt- Kula Pietra de Mula- i w niej także mieści się obecnie kawiarnia.

Włóczymy się dalej i podziwiamy

Takich podwóreczek i knajpeczek jest w Porecu mnóstwo

A tak wygląda starówka w całości

Wracając z powrotem do Puli mijaliśmy tzw. Kanał Limski- jes to wąska i długa na 9km zatoka, której brzegi porasta makia. Oto kilka fotek z widokiem na Kanał.

Wracając z Poreca mijalismy mnóstwo przydrożnych gospód, które wabiły klientów kręcącymi się na rożnie całymi prosiakami lub baranami. Oczywiście moje dzieci były zszokowane- jak wiecie Syn Starszy mięsa nie jaa, a Bunia i Ciech jedzą tylko takie, które absolutnie nie przypomina zwierzęcia, od którego pochodzi- taka mała "hipokryzja". Znaleźliśmy sobie jednak gospodę z grillem, ale bez rożna, gdzie raczyliśmy się rybami i owocami morza z owego grilla, makaronem z truflami, risottem- też chyba z truflami i domowym winem.  Trufle, obok "morskiego" jedzonka, są drugą specjalnością Istrii, albowiem rosną sobie w lasach niedaleko Buzetu. Zdjęć z naszego obiadku brak- zbyt pyszne było, żeby tracic czas na fotografowanie ;)

 

 

20:44, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
Dziś troszkę widoków z Puli

Pula o chyba największe miasto na Istrii i właśnie tuż koło niego znajdowała się nasza wakacyjna siedziba, czyli Villaggio Horizont. Przewodnik Pascala twierdzi, że jest to najprawdopodobniej najstarsze miasto na chorwackim wybrzeżu Adriatyku. Pojechaliśmy zwiedzić miaso z samymi tylko dziewczynami- chłopcy chętni nie byli. Ale też dzień był wyjąkowo upalny, co pewnie spowodwało wyjąkową Truśkową upierdliwość. Próba usadowienia Córki w wózku skończyła się wrzaskiem i wyciem na całą chyba Pulę i okolicę, a łzy wylane z niebieskich ocząt wypełniłyby chyba co najmniej małą wanienkę. W końcu zaryczany Dzieć przerowadził się do chusty, a Tatuś mógł sobie powozić pustym wózkiem.

Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy była katedra z XV/XVIw., ale wycie Trusi uniemożliwiło wykonanie jakichkolwiek ładnych zdjęć. Niedaleko katedry znajduje się rynek, zbudowany na miejscu dawnego rzymskiego Forum, które wytyczone w Iw. p.n.e.

To jeden z domów- pałaców w drodze z katedry do Forum

Ratusz powstały w XIIIw., fasada i loggia pochodzą jednak z wieku XVII, w ścianę wmurowane sa stare herby i fragmenty rzeżb.

Świątynia Augusta, pozostała z czasów rzymskich. W czasach tych na Forum znajdowała sie jeszcze świątynia Diany, obecnie zachowała się tylko jedna ze ścian, wbudowana w dom rady miejskiej.

Z rynku udaliśmy się główną ulicą starego miasta do XIV-wiecznego klasztoru Franciszkanów. Tam utknęliśmy na trochę dłużej, a humor Truśki uległ znaczącej poprawie- dlaczego, zobaczycie na kolejnych zdjęciach.

Otóż na takim oto zamkniętym, otoczonym kolumienkami dziedzińcu wewnętrznym klasztoru spacerowało COŚ, co zachwyciło Truśkę i na dłużej zatrzymało ją w tym- urokliwym zresztą, pustym i cichym- miejscu.

A były o lądowe żółwie. Po trawie łaziło ich kilka, dwa nawet toczyły z sobą jakieś walki, otwierały pyszczki i najwyraźniej przeganiały się nawzajem. Trusiek popiskiwał radośnie siedząc na murku i wołał "dziów"- tak oto nauczyła się Córka kolejnego słowa :)

Widać, że się cieszy

A dla mnie były anioły- oto jeden z nich.

Wejście główne do kościoła Franciszkanów.

 

W końcu nastąpić musiał kres "żółwiowej" sielanki Trusiek został zapakowany w chustę i powędrowaliśmy dalej ulicą Sergijevaca, oglądać kolejne zabytki Puli.

Kaplica św. Marii Formosa- najstarszy chrześcijański zabytek w Puli, z VIw.- kiedys należała ona do bazyliki Benedyktynów, która została zniszczona w XVIw.

To akcencik humorystyczny- niedaleko kaplicy można zobaczyć mozaiki podłogowe z rzymskiej willi z IIIw. Ponieważ znajdują się one w niewielkim ustronnym zaułku, zdesperowany widać mieszkaniec kamieniczki leżącej tuż obok taki oto znaczek wymalował sobie na drzwiach wejściowych.

Łuk Sergiusza zamyka wschodni kraniec ulicy Sergijevaca. Wysoki na ok. 8m, ufundowany został przez Salvię Postumę Sergio w 27-29w. p.n.e. dla uczczenia jej trzech braci. Obok łuku znajdowała się główna brama miasta- Porta Aurea, zburzona niestety w 1829r.

P. ze Starszą Córką kontemplują Łuk Sergiusza, a Truśka rozrywkuje się i odchudza matkę, latając po schodach

Pozostałości małego teatru rzymskiego z IIw. n.e. na tyłach Muzeum Archeologicznego

Podwójna Brama z przełomu II i IIIw.

To co w Puli najważniejsze, czyli amfiteatr z Iw. n.e.- niestety jest on otoczony innymi budynkami i nie ma mozliwości sfotografowania go w większym fragmencie :( Amfiteatr z Puli jest szóstym pod względem wielkości zachowanym rzymskim amfieatrem. Ściana zewnętrzna ma 33m wysokości. Obecnie latem organizowane są tu przedstawienia operowe, koncerty i pokazy filmowe.

A dla ochłody po upalnym dniu widok na morze z naszej wakacyjnej wioski:

I na koniec Ciech z młodszą siostrą :)

13:16, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 sierpnia 2008
Zdjątka wodne

Dziś tekstu niewiele, za to parę zdjęć Truśki wodnej.

Najpierw na naszej plaży kamienistej, czyli spokojne plażowanie i ostrożne wodowanie z mamusią:

Teraz "tiup tiup" po schodkach- mogła tak nieskończoną ilość razy. Schodki prowadziły z plaży na knajpiany taras, a tam pod sufitem wisiały sobie nadmuchane gumowe zwierzaki- rekin, orka i delfin- przedmiot codziennych Trusiowych westchnień i zachwytów- "ojojoj plim, plim tam!". W przerwie zachwytów zaglądała ludziom w talerze komentują głośno "mniam mniam" lub "am am"- biedne niedożywione dziecko ;)

A teraz basenik i zdecydowanie bardziej zaawansowane rozrywki wodne z tatusiem- no ale w końcu po coś na ten basen razem co sobotę chodzili (i dalej chodzić będa od września).

Tak codziennie wracali z basenu

I na dobranoc dla wszystkich- poczytajmy sobie bajeczkę- tu jedna z ulubionych Trusinych książeczek, czyli wiersze Marii Konopnickiej- najukochańszy jest o zimie, stąd książeczka nosi w Trusinej nomenklaturze tytuł "u chu cha"

Na razie to tyle zdjęć albowiem kolejne wymagają trochę pracy- ale pojawią się niebawem.

23:40, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 sierpnia 2008
Wycieczka do Parku Narodowego Brijuni

Jednego dnia postanowiliśmy się rozdzielić- P. został z Trusią w naszym ośrodku, a ja z resztą pojechaliśmy do Fazany, a stamtąd popłynęliśmy stateczkiem na Veliki Brijun. Archipelag Brijuni to 14 wysepek, największa ma zaledwie 7,4 kilometra kwadratowego. Wysepki tworzą park narodowy, jest tam zielono, jako że większość powierzchni porasta makia (podobno rosną tam m.in. drzewa poziomkowe, ale chyba nie mają z poziomkami nic wspólnego, w każdym razie nie zauważyłam moich ulubionych owocków na żadnym drzewie). Wśród drzew spacerują sobie zwierzaki- nam udało się spotkać daniele i muflony, zające, pawie, kormorany i pełno sójek. W latach 1949-1980 wyspy były prywaną rezydencją Josipa Broza-Tity, do tej pory jeszcze przechowywane są tu pamiątki po prezydencie Jugosławii- jest muzeum jemu poświęcone, założony przez niego park safari, a w nim zwierzaki, które dostał w prezencie m.in. od Indiry Gandhi (2 słonie). W muzeum Tity można zobaczyc zdjęcia sławnych osobistości, które gościły na wyspie z wizytą u prezydenta- oj, dużo ich było, podobno aż 90 prezydentów z 60 krajów, królowie, nawet cesarz Etipii Hajle Sellasje, ale także inni celebrity jak Elisabeth Taylor, Richard Burton, Josephine Baker, Gina Lollobrigida, Sophia Loren...Nawet teraz dawne rezydencje Tity wykorzystywane są do przyjmowania zagranicznych gości, mieszkał tu m.in. Pavarotti w czasie, kiedy występował w amfiteatrze w Puli. Przyjeżdża też na wakacje obecny prezydent Chorwacji. Niektóre z pamiątek po Ticie są, delikatnie mówią, zaskakujące- jest całe pięterko wypchanych zwierzaków, które mieszkały kiedys w parku safari lub w tutejszym zoo (teraz ogród zoologiczny już nie istnieje, nie spełniał on bowiem norm europejskich).
Brijuni to dość burżujskie miejsce, doba w jednym z trzech istniejących na wyspie hoteli to, zdaje się, 100 euro od osoby za noc, a w wilii 1000 euro za dobę- ale tu masz do swojej dyspozycji prywatny personel willi, godzina wożenia się po wyspie cadillackiem Tity to tez chyba kilkaset euro. Jest też jedno z największych pól golfowych w Europie, a golf do sportu dla plebsu raczej nie należy. A w małym porcie cumują sobie całkiem wypaśne i drapieżnie wyglądające jachty- przeciętny zjadacz chlebka jachtu raczej nie posiada. Ale mimo to podobało mi się- ludzi niewielu, ptaki śpiewają, jelenie się przechadzają (skubane zżerają całą rawę i wszystkie inne rosliny w swoim zasięgu, nie tykaja tylko oleandrów, bo ponoć są trujące), dużo drzew, więc upał tak nie dokuczał.I dookoła cudowne, przejrzyste, lazurowe morze. Trusi parę dni urlopu tutaj chyba by odpowiadało- mozna by jeździć rowerkiem codziennie do parku safari, gdzie by sobie kontemplowała antylopy i słonie, można by tropić jelenie wolnochodzące, odwiedzać papuga Koko (prezent dla wnuczki od dziadka Tity na jej dziewiąte urodziny), pluskać się w wodzie. Tak, myślę, że byłaby zadowolona.
A teraz zdjąteczka.

Odpływamy z Fazany

I dopływamy na Veliki Brijun- a na zdjęciu jeden z hoteli, trzygwiazdkowy Neptun

Wysepkę zwiedza się z przewodnikiem, a część wycieczki przejeżdża się takim oto "pociągiem"

Ruiny rzymskiej willi- albowiem wyspa była siedzibą nie tylko jugosławiańskiego prezydenta, ale wcześniej zamieszkiwali ją Istrowie, potem Rzymianie, w średniowieczu był tu klasztor benedyktynów, grasowali tu tez wenecjanie, którzy wydobywali na wyspie biały marmur. A dawno, dawno temu, jak Tata Trusi był piękny i młody, mieszkały sobie na wyspie (może o nie były wtedy wyspy, w każdym razie inaczej pewnie wyglądały) dinozaury których ślady można tu też zobaczyć.

Też pozostałości po Rzymianach

Takich błękitnopiórkowych ptaszków jest tam mnóstwo i wcale się ludzi nie boją

Kościółek z XVw.- można go sobie wynająć na ślub- za ciężkie pieniądze oczywiście ;)

A to oczywiście wypaśny cadillac Josipa Tity- za jedyne 50 kunów można sobie zrobić zdjęcie w samochodzie

A to  na cześć Roberta Kocha, który uwolnił wyspy od malarii- płaskorzeźba znajduje się na skale w wąwozie powstałym z dawnego kamieniołomu

Takie stadka się tam luzem przechadzają. Przewodniczka twierdziła, że "bestie" namnożyły się już ponad miarę, więc czasem są odławiane i przewożone do innych miejsc w Chorwacji, a czasami lądują na stołach hotelowych gości

I wracamy do Fazany- te kolorowe domeczki tak mnie urzekły, że nie mogłam sobie odmówić ponownego sfotografowania

I jeszcze Trusia i bestia:

Tak się zaczęło- Trusia postanowiła pointegrować się ze swoją "lalusią" i troszkę ją dopieścić

A poem na podłodze zobaczyła COŚ. Coś zostało początkowo zbagatelizowane przez matkę, która stwierdziła, że to patyczek, który wygląda całkiem jak.... (ojojoj, cio to?)

MODLISZKA!!! Ratuj się kto może ;) W końcu ona mężów swoich zżera- i cóż z tego, że ani matka ani jej mała córka na modliszkowego męża nie wyglądały. Ale gdyby tak modliszka krótkowidzem się okazała...

 

20:46, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Archiwum